Rozmiar: 2551 bajtów

KOT I NIEZABEZPIECZONY BALKON LUB OKNO?



[Rozmiar: 41471 bajtów]


Dwa okna, dwa koty...


Wiele osób uważa że koty zawsze spadają na cztery łapy, że upadki im nie straszne.
Niestety - jest to pogląd bardzo błędny, za który cenę płacą koty. Paradoksalnie szkodzi im to że czasem faktycznie zdarzają się spektakularne kocie upadki, gdy kot spada z balkonu lub okna - i "nic" mu się nie dzieje.
A szczególnie gdy opiekun kota na czas się zorientuje że ten wypadł i zwierzę nie ma czasu na to by wywędrować gdzieś w siną dal lub dać się dopaść np. psu lub dzieciom czy komuś kto kotów nie lubi.

Jednakże wiele kocich upadków kończy tragicznie. Śmiercią, okaleczeniem, zaginięciem. Czasem kot ma naprawdę dużo szczęścia jeśli zginie na miejscu - bo często scenariusz wygląda tak że zwierzę kona godzinami pod blokiem zanim umrze lub ktoś się nad nim ulituje.
Niestety - mit kota który jest niezniszczalny - nadal trwa. Dlaczego? Nie jestem w stanie tego zrozumieć. Bo tak jest wygodniej? Nie trzeba siatek zakładać? Co myśli sobie opiekun kota leżacego na zewnętrznym parapecie okna na wysokim piętrze lub balansującego na barierce balkonu?
Nie rozumiem :(

Poniżej można zobaczyć zdjęcia kotki która wypadła z okna na 7 piętrze. Nawet dla niewprawnego oka złamania kości są doskonale widoczne. Koteczka przeżyła cudem, bo obrażenia miała bardzo poważne a dodatkowo dozorca który ją znalazł - skojarzył w którym mieszkaniu jest jej dom - i zawiadomił opiekunkę.
Kotka wymagała bardzo poważnej (i drogiej) operacji - a później długiej i także kosztownej rehabilitacji. Wyzdrowiała, prawie odzyskała sprawność (jedynie uraz stawu nadal jej troszkę dokucza, w jego wyniku tylna łapka jest mniej sprawna) - ale ile cierpienia kotki, stresu jej opiekunki, czasu, wysiłku i pieniędzy to kosztowało - tylko one dwie to wiedzą...

[Rozmiar: 29059 bajtów]


Na tym zdjęciu dobrze widać jak połamane zostały obydwie kości udowe.

[Rozmiar: 28434 bajtów]


To zdjęcie także jest dosyc wymowne. Łatwo sobie wyobrazić jak bardzo musiała cierpieć ta kotka po upadku... I doskonale widać że koty nie zawsze spadają bezpiecznie...

[Rozmiar: 28368 bajtów]


Kotka miała operację podczas której jej kości zostały zespolone przy pomocy specjalnych drutów ze stali chirurgicznej. Kocica kilka tygodni musiała być unieruchomiona, nie mogła chodzić, po tym czasie przeszła koleją operację - wyciągania drutów.

A i tak można powiedzieć że ta kotka miała dużo szczęścia - połamała "tylko" łapy, nie doznała poważniejszego urazu kręgosłupa ani organów wewnętrznych. Została też na czas znaleziona.
Niejednokrotnie okaleczony kot po upadku w panice ucieka przed siebie i umiera później przez kilka dni w jakiejś przypadkowej piwnicy czy w krzakach.
Ta kocica miała szczęście w jeszcze jednym - jej pani miała możliwości (choć kosztem wielu wyrzeczeń) i chęci by o nią walczyć. By pokryć koszta opieki weterynaryjnej, by przez kilka tygodni pielęgnować kotkę wymagającą wtedy szczególnej troski.
Czy naprawdę aż tak wiele wyobraźni trzeba by przewidzieć na przykład takie konsekwencje udostępnienia kotu niezabezpieczonego balkonu lub okna?
Często jako argument słyszę że dany kot jest mądry i nie wyskoczy. Możliwe. Co nie zmienia faktu że ma wszelkie szanse na to żeby wypaść. W momencie nieuwagi, zagapienia się, wychylenia zbyt mocno, złego obliczenia przyczepności podłoża.
Czy ten kot w mieszkaniu nigdy podczas zabawy nie wpadł na coś, nie podciął komuś nóg, nie obliczył źle skoku podczas szaleństw za muchą?
Innym argumentem bywa fakt że koty są takie sprawne, doskonale skaczą. Szkoda że nie bierze się pod uwagę faktu, że po pierwsze - kot domowy ma sprawność taką jakiej w domu właśnie potrzebuje. Absolutnie nie ma ona porównania ze sprawnością i kondycją kota wolnożyjącego. Nie te odruchy, nie te mięśnie, nie te stawy i ścięgna. Po drugie - nawet najsprawniejszy kot nie jest przystosowany do upadków z dużej wysokości.
Po trzecie - nawet niewielka wysokość i duża sprawność kota niewiele pomogą gdy kot upadnie na jakąkolwiek nierówność - zahaczy podczas lotu o antenę, skrzynkę na kwiaty, wyląduje na jakimś płotku czy nierówności gruntu. Kot szykując się do lądowania - ustawia się tak by wylądować na gładkiej i równej powierzchni. Cokolwiek mu w tym przeszkodzi - często oznacza wyrok śmierci.

Gdy już dojdzie do upadku kota - nigdy nie wolno zakładać że mu się nic nie stało!
Nawet jeśli kot wygląda doskonale a przyniesiony do domu - od razu rzuci się na jedzenie.
Wiele tych najgroźniejszych skutków upadków z dużej wysokości - daje objawy dopiero po jakimś czasie, ale gdy one się już pojawią - może być za późno na cokolwiek.
Kot po takim przeżyciu powinien natychmiast znaleść się u dobrego lekarza - który go dokładnie zbada a także poda leki przeciwwstrząsowe. To bardzo ważne!
Leki takie zapobiegną wpadnięciu kota we wstrząs - co jest częstym powikłaniem takich urazów - ale także zminimalizują ryzyko wystąpienia obrzęku mózgu czy uszkodzenia rdzenia kręgowego przez obrzęk - jeśli nastąpiło odłamanie np. fragmentu któregoś z kręgów. Samo w sobie może i niegroźne - ale powstający wokół tego miejsca obrzęk może spowodować np. zatrzymanie oddychania lub akcji serca.
Trzeba także sprawdzić czy nie doszło do uszkodzenia organów wewnętrznych.

Nawet jeśli oględziny lekarskie nic nie wykażą - przez jeszcze kilka dni kot musi być uważnie obserwowany - czy normalnie oddaje mocz, czy nie pojawia się krew w wydalinach, czy zwierzę nie ma problemów z oddychaniem, równowagą, orientacją. Niestety - nie wszystko da się zdiagnozować od razu po urazie, pewne rzeczy - np. przepuklina przepony - wychodzą z czasem.

Najważniejsze jednak - to nie dopuścić do sytuacji gdy kot z powodu niezabezpieczonego balkonu lub okna - wypadnie....

[Rozmiar: 34441 bajtów]



Nie zawsze kot wypada dlatego że człowiek za niego odpowiedzialny lekceważy kocie bezpieczeństwo i lekkomyślnie pozwala kotu chodzić po niezabezpieczonym balkonie czy wylegiwać się na parapecie niezabezpieczonego okna.
Czasem upadek kota z dużej wysokości jest naprawdę wynikiem wypadku, niewiarygodnej pomysłowości kota, czasem jego determiacji, czasem niedocenienia jego możliwości.
Zdjęcia RTG prezentowane na tej stronce - są zdjęciami kotki której portret widać powyżej.
Dalia ma bardzo odpowiedzialną opiekunkę która zabezpieczyła duży balkon - tak by jej koty mogły bezpiecznie z niego korzystać.
Jednakże koteczka wykazała się właśnie wyżej przeze mnie wspomnianą pomysłowością - wykombinowała sobie w swojej małej, ślicznej główce że z dużej, nowej lodówki uda jej się dosięgnąć do zamknięcia lufcika, co więcej - uda się jej go otworzyć...
Udało się, w rzeczy samej... Kotka otworzyła lufcik, wyszła przez małe okienko na barierkę która za nią przebiegała, przeszła nią kilka metrów na wysokości siódmego piętra...
Niestety - tutaj jej szczęście na chwilę przestało dopisywać - któraś z łapek prawdopodobnie się omsknęła...
Kotka spadła na beton u podstawy budynku... Ślady krwi na nim były widoczne jeszcze przez kilka tygodni...
Kotka dwa tygodnie spędziła w szpitalu - tylko doskonałej opiece weterynaryjnej zawdzięcza fakt że wyszła z tej całej przygody cało - musiała być wyprowadzana ze wstrząsu, dostała wiele kroplówek, leków - po operacji także kilka dni spędziła w małej, szpitalnej klatce.

[Rozmiar: 34452 bajtów]



Tak wyglądała Dalia już po zdjęciu szwów, gdy rany się zagoiły.
Wcześniej spędziła wiele tygodni w weterynaryjnym szpitalu, potem w domu - ale mając bardzo ograniczoną aktywność - nie wolno jej było chodzić.

[Rozmiar: 35722 bajtów]



Blizny które widać na zdjęciach są doskonałą ilustracją tego co ta kotka przeszła, jak poważną operację przebyła i ile miała w tej całej historii szczęścia.
Są też ilustracją tego że koty wcale nie zawsze spadają bezpiecznie i że choć nie wszystkich niebezpieczeństw w domu nie da się wykluczyć ani przewidzieć - to warto te najbardziej oczywiste wyeliminować.
Bo koty wcale nie maja siedmiu żyć.
Mają tylko jedno - i to tak naprawdę - bardzo kruche
.

Dalia przeżyła upadek.
Ale tylko dzięki całej masie korzystnych dla niej zbiegów okoliczności.
Pierwszym było to że wogóle nie zginęła na miejscu. Potem została znaleziona przez gospodarza domu i skojarzona a jej opiekunka została przez niego powiadomiona. To że kotka mieszka w dużym mieście to także był jej bilet do życia gdyż dzięki temu od razu trafiła w ręce fachowców.
Jej opiekunka miała możliwości i chęć zainwestować ogromną pracę, masę czasu i poświęcenia, oraz funduszy - w jej ratowanie. Może się wydawać że pieniądze nie są najważniejsze. Pewnie że nie - ale gdy trzeba zapłacić kilka tysięcy złotych za ratowanie życia kociego przyjaciela to sprawa przestaje być taka oczywista...

Dlatego właśnie tak bardzo - wielokrotnie na naszej stronce - apeluję by zabezpieczać dostępne kotu balkony i okna.
Z szacunku i miłości do niego właśnie.
Żeby mu zaaoszczędzić wielogodzinnego konania pod oknem czy w krzakach.
Czy nawet tego co było z udziałem Dalii. Ona przeżyła. Ale wycierpiała bardzo wiele.
Jej opiekunka również.